Masz dobry dzień?
Mam taką nadzieję! Witam Cię na mojej stronie na której znajdziesz trochę moich produkcyjnych i muzycznych odkryć, przemyśleń i innych rzeczy, które mnie zaciekawią. Zapraszam do sprawdzenia wpisów!
Mam taką nadzieję! Witam Cię na mojej stronie na której znajdziesz trochę moich produkcyjnych i muzycznych odkryć, przemyśleń i innych rzeczy, które mnie zaciekawią. Zapraszam do sprawdzenia wpisów!
Czasem zmagam się z problemem tego, że po skompresowaniu ścieżki wokalu oddechy, które zostają (szczególnie przy delikatniejszych partiach) są nienaturalnie skompresowane, brzmią jakby były pocięte. Nie wiem jeszcze do końca czemu się tak dzieje, ale znalazłem sposób co z tym zrobić.
Próbowałem wycinania oddechów, ale to zawsze brzmi dla mnie nienaturalnie. OKazało się, że najlepszym sposobem jest coś bardzo prostego. Przycinam ścieżkę na początku oddechu i robię fade in, który
trwa mniej więcej do końca oddechu. Dzięki temu sam oddech jest delikatny, brzmi jak nieskompresowany a reszta wokalu zostaje taka sama. Ot i cała historyja.
Jakiś czas temu zaraz przed nagrywaniem perkusji do zespołu Złocień dostaliśmy podpowiedź, żeby spróbować techniki mikrofonowania Glyna Johnsa. Pomyślałem, że trzeba o tym poczytać.
Metoda Glynna Johnsa jest baaaaardzo prosta, w różnych wariantach wystarczą 2,3 lub 4 mikrofony, żeby złapać naprawdę fajny obraz stereo perkusji.
W podstawowym wariancie używa się dwóch paluszków (mikrofonów pojemnościowych małomembranowych), z których jeden jest umiejscowiony na pewnej wysokości ponad werblem (albo nad przestrzenią między werblem a tomem, w zależności od żródła tej informacji) a drug "patrzy" zza floor toma na werbel. Panning robi się w ten sposób, że górny mikrofon ukręca się mniej wiecej 50% w prawo, a ten zza floora 100% w lewo. To daje naprawdę szeroki obraz stereo, równocześnie zapewnia całkiem niezłą reprodukcję dźwięku (chociaż brakuje zdecydowanie stopy), stąd...
... w bardziej rozpowszcechnionym wariancie do tych dwóch mikrofonów dokłada się też trzeci - klasyczny mikrofon do centrali. Ja co prawda w najbliższym miksie będę korzystał z tej metody jako uzupełnienie do klasycznie nagranej perkusji (7 mikrofonów), ale spokojnie jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację w której nagranie jej na 3 dałoby efekt idealnie dopasowany do produkowanego utworu.
A no i jeszcze ważne, o tym, że używa się paluszków dowiedziałem się już po nagraniach, więc bez skrępowania jako mikrofon górny postawiłem TLM102 a boczny sE2200A. Spokojnie dały radę!
Schemat podkradłem z Produce Like A Pro
Co tu mamy za cuda? Interfejs UAD Apollo Solo, z wbudowanym DSP, który sprawia, że można używać wtyczek (jak preampy, reverby, czy kompresory) nie obciążąjąc procesora konputera. Do tego Mac Mini M4 z 2025 roku, mimo, że to podstawowa wersja (ma tylko rozbudowany RAM do 24 GB) to prawdziwa bestia. Preamp jest dość podstawowy, ale pozwolił mi nauczyć się tego jak naprawdę działa tego typu sprzęt. Absolutnie niesamowite Neumanny KH120 II, które mają wbudowane DSP, dzięki czemu mogą dostosować charakterystykę do pomieszczenia w którym stoją. No i wisienka na torcie, absolutnie najlepszy mikrofon z jakim kiedykolwiek pracowałem, czyli Naumann TLM 102 w wersji black.